czwartek, 26 lipca 2018

Raz zimno, a raz gorąco

Ludwika mi pisze "super klimat", ale mnie to jakoś nie przekonuje. Nie mogę zrozumieć, że zimą mamy bardzo zimno, a latem bardzo gorąco tak, że ostatnio w ciągu paru dni w samym Montrealu zmarło ponad 50 osób. W większości były to osoby samotne, które w domach nie miały klimatyzacji.
I tak proszę państwa pół roku spędzamy w domach z zamkniętymi szczelnie oknami ze względu na mrozy i śnieżyce i sporą część z klimatyzacją w domu i pracy ze względu na porażające gorąco. Tą część roku nazywają tutaj Canicule. Przy temperaturze +30 stopnie Celcjusza mamy wilgotność 70% i więcej (dzisiaj na przykład przy +30 było 92%), co jest nie do zniesienia. Wszędzie chodzi klima na całość, w sklepach, pracy, w domu. Bez niej nie można spać, normalnie funkcjonować.

Nie ma co, czas zacząć urlop!
Wspaniałego wypoczynku i pogody wszystkim życzę i do zobaczenia po wakacjach.



Fot : Marecka. Grażyna ledwo dycha.


Fot : Marecka. Temperatura na zewnątrz 38 stopni C.


Fot : Marecka. Grażyna wylegująca się w cieniu.


Fot : Marecka. Grażyna, zmieniła strony, teraz ogonkiem na północ.





piątek, 15 czerwca 2018

Co robią myszy u kota w domu

No jak to co robią myszy u kota w domu?! Jak w domu jest kot, to nie ma myszy i tu można by skończyć temat.


Jednak czasy się zmieniły i prawdopodobieństwo posiadania myszy w domu, z równoczesnym posiadaniem kota jest bardzo duże w niektórych regionach świata.

Otóż, są takie kraje, miejsca na świecie, gdzie można wyrwać na zawsze kotu pazury. Robią to niektórzy właściciele, ponieważ nie chcą mieć podrapanych swoich pociech i … mebli!

Na własne oczy widziałam takie koty i efekty takiego okaleczenia tych zwierzaków. Takie koty nie mogą wychodzić na zewnątrz, ponieważ są całkowicie bezbronne, w domu również jak się trafi bezstresowo wychowywany dzieciaczek, zastaje jedynie ucieczka. Siedzą z nosem przy szybach i oglądają świat, natomiast na dwór wychodzą na smyczy. Koty chcą się bawić, szczególnie te młode ale już nie mogą niczego złapać w pazurki, odbijają zabawkę jak rakieta tenisową. No i nie mogą polować! Dom, dwa młode koty, czyli w formie do polowań, a myszy grasują. To znaczy, te co widziałam były już martwe. Żal myszy i kotów. Koty od razu zaprowadziły mnie do miejsca, gdzie coś jest nie tak. Pazurów nie mają ale instynkt został! Wszyscy pamiętamy dlaczego Pawlak potrzebował kota i ile go to kosztowało, "że o rowerze nie wspomnę". Myszy grasowały w całym gospodarstwie i jak już Pawlak nie dał im rady nawet ze swoim granatem ze świątecznego ubrania, to wydawałoby się, że nikt sobie nie poradzi. Ale nie, on postawił na kota, kota z pazurami!
 


Fot : Marecka. Myszy są nawet w domu u kota.

Fot : Marecka. Kot jest a nawet dwa, ale bez pazurków.




wtorek, 5 czerwca 2018

Jak wygląda pierwiastek

Jak wygląda pierwiastek, a nie co to jest pierwiastek- spytał się mnie synuś w czasie jazdy samochodem.
Siedziałam za kierownicą i nie mogłam mu ani narysować, ani nawet wyguglować jak owy wygląda. Tu chciałam wspomnieć, że siedzi się przy fortepianie a nie "za" (ciociu wiem, że w niebie można czytać i na pewno się uśmiechniesz).
Musiałam, wiec jakoś słownie zobrazować ten twór matematyczny. Zaczęłam tak : zamknij oczy i wyobraź sobie literę "V" ale z lewej strony jest krótsza kreska z taką półką, a z drugiej jest dłuższa i tam ma taki daszek. Odetchnęłam i dumna z siebie kontynuowałam jazdę.
Co na to młody? Ano dostał ataku śmiechu małolat! Jak już się uspokoił, to powiedział, "normalnie komedia mamusiu" i obiecał, że jak wrócimy do domu, to mi to narysuje.




No i mi narysował.



piątek, 25 maja 2018

Mleczaki i plan B

Ostatnio wyrwałam młodemu dwa zęby, mleczaki. Dwa dolne kły, nazwane swego czasu przez moje dziecko zębami szpiczastymi.

Wieczorem, w czasie kąpieli dowiedziałam się, że moje ukochane dziecko miało spieprzony dzień przez zęby, które się ruszają. Mało tego, przez te ruszające się kły, to nie może jeść! Jako matka nie mogłam się na to zgodzić, żeby mi dziecko padło z głodu przez zęby. Zdeterminowana jednym ruchem wyrwałam jednego a później drugiego szpiczastego zęba.
Myślałam, że będzie ryk, ale nie. Wręcz przeciwnie, zostałam "bohaterem we własnym domu". Szczęśliwe i uśmiechnięte dziecko zadało mi pytanie czy jeśli jego kolega, który ma podobny problem, ale tylko z jednym zębem będzie chciał go sobie wyrwać, to czy ja mu pomogę?
Teraz jestem spokojna, jeśli mówimy o planie B na życie. Mogę wyrywać mleczaki jakby co!

Dziecko przed snem powiedziało, moja najukochańsza mamusia, co mi dwa zęby wyrwała ... i usneliśmy obydwoje szczęśliwi. Jednak, od paru dni mam koszmary. Śni mi się, że pod domem ustawia mi się kolejka dzieci z mleczakami do wyrwania ... Mało tego! Spotkałam Gabriela, kolegę Wojtka i oznajmił mi, że już prawie jest gotowy do wyrwania jego jeden ząb, czyli młody się już pochwalił.




Fot : Marecka. Mleczaki młodego.



czwartek, 19 kwietnia 2018

Żeńszeń i szczere chęci

U nas koniec zimy kalendarzowej wcale nie oznacza końca zimy, co oczywiście nie jest żadnym tam odkryciem. Odkryciem natomiast, jest dla mnie co roku mój stan psychiczny i fizyczny pod koniec zimy czy tam na początku kalendarzowej wiosny. Jak co roku zmęczona jestem tym, że ciągle jestem zmęczona. Wieczorem, zasypiając planuje już sobotnią drzemkę. Nie, to nie jest normalne!
Tradycyjnie najpierw mnie ten stan strasznie dołuje i nie robię z nim nic. Poddaję się. Nie mam siły ani chęci na nic. Trochę to trwa ...
Za jakiś czas postanawiam się jednak wziąć za siebie. Czytam, gugluje, szukam przyczyn i sposobu na zasypanie mojego doła. Konkluzja jest zawsze taka sama : koniec zimy, osłabienie, brak witaminy D.
Przechodzę wiec do ofensywy. Zaczynam więcej ćwiczyć, idę sobie kupić cos ładnego, w każdej możliwej chwili chłonę promienie słońca. Po jakimś czasie odwiedzam aptekę, z której wychodzę z witaminą D i jak co roku słyszę od farmaceuty, że w tym klimacie zaczynamy już w październiku brać ową (witaminę D).
W tym roku poszłam dalej! A mianowicie, postanowiłam odwiedzić chińską dzielnicę, a konkretnie parę sklepów z dziwnymi korzonkami, herbatami, przyprawami itp. Dowiedziałam się, że spożywamy zbyt dużo soli (Na), która to zastępuje potas (K), a który to pierwiastek jest odpowiedzialny za energie między innymi. Do tego, pijemy zbyt dużo kawy i mocnej herbaty, która wypłukuje magnez, a bez niego jesteśmy nerwowi i mamy problemy ze snem. Jak się nie wyśpimy, to pijemy więcej kawy ... i kółko się zamyka. Pani Chinka zaleciła mi jeść jednego banana do dwóch dziennie (zawiera potas) i kupić żeńszeń, który mam pić zamiast kawy.
Tak też zrobiłam. Chodzę wprawdzie jak śnięta rybka, bo bez tej kawy łatwo nie jest. Dodam, że kupiłam też witaminę D, którą łykam, jak nie zapomnę i tak mam zamiar dojechać do widocznej wiosny, bo póki co, to tak jak na zdjęciach niżej.



Fot :  Marecka.

Fot  : Marecka


Fot : Marecka





środa, 11 kwietnia 2018

Mucha nie siada

Wracam do cytatu z książki "Maria Skłodowska-Curie i jej córki" Shelly Emling, który brzmi tak : "z barku innych zajęć oddaje się muzyce".

Tak, można się oddać muzyce czy czytaniu, to wiem i jak najbardziej chętnie bym się poddała takiemu luksusowi.
Jednak, co tu zrobić, żeby mieć ten "brak innych zajęć"? Oddać się, czyli rozumiem tak na sto procent, tylko to i nic innego. Oznacza to, że nie wystarczy mała chwila, tylko raczej spory kawałek czasu.

Różne są etapy w życiu człowieka, rodziny. Ja, obecnie oddaje raczej większość mojego czasu na pracę zawodową, która to razem z dojazdami pochłania sporą część tygodnia. Wynika to z konieczności, obowiązku. Opłaty, przyjemności to wszystko kosztuje, ale nie mówię, że nie lubię tego co robię!Podsumowując, pracować trzeba.

Dziecko w wieku szkolnym, również wymaga poświęcenia czasu, uwagi ale przede wszystkim serca, czułości. To jest inwestycja na przyszłość. Warto. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Codzienne, wspólne odrabianie lekcji, rozmowa czy spożywanie posiłków oraz wysłuchiwanie wrażeń z właśnie czytanej książki (obecnie o smokach) - na to trzeba znaleźć czas. Czas i cierpliwość, co czasami jest niezłą akrobacją. Takie potrójne salto połączone ze skokiem z tak zwanej mamuciej skoczni. Jakie są koszta? Można powiedzieć, nie ma żadnych. Czy lekki bałagan, kurzyki inaczej zwane kotami lub pyłkami czy czasem zjedzona mrożona pizza zamiast gotowanych brokuł, to są koszta? Nie, to jest norma w życiu zabieganej rodziny, dla której najważniejsze jest wychowanie dziecka i rodzinnie spędzony czas.

Wracając do szukania czasu na relaks, w obecnym etapie mojego życia nie jest to łatwe. Jak już kiedyś pisałam, staram się ostatnio znaleźć taką małą chwilkę dla siebie, żeby wrócić po niej z uśmiecham do rutyny dnia codziennego. W dzisiejszym, zabieganym świecie mało kto ma tego czasu tylko dla siebie tyle, ile by chciał czy potrzebował. Warto jednak nauczyć się wykorzystywać nawet malutką, tycią chwilkę na coś co się lubi robić albo oddać się tak zwanemu słodkiemu nicnierobieniu. Obserwuje pana, który codziennie rano dochodząc do przystanku autobusowego, nagle zwalnia i zaczyna iść jak polujący żuraw po wodzie. Myślę, że to jest jego sposób na wyciszenie i zwolnienie tempa przed pewnie ośmiogodzinnym dniem pracy. Jego żurawie stąpanie trwa pare minut i pokonuje dystans może z siedem metrów, ale to jest właśnie ta jego mała chwilka dla siebie samego.

Teraz skąd taki tytuł tego wpisu "Mucha nie siada". Nie dlatego, że tak czysto czy tak dobrze. Nie. Mucha nie siada, bo jest nieciekawie. Tak sobie to powiedzenie tłumaczyłam kiedyś jako dziecko. I tego będę się trzymać.

Fot : Marecka. Ktoś zauważy wiosnę w domu, piękne kwiaty, a inny brudne szyby. Muszą być brudne po zimie! Kiedyś się wezmę, jak śpiewa Kuba Sienkiewicz.




piątek, 9 lutego 2018

Pączki, mantra i Karaiby

Wczoraj był tłusty czwartek. Udało się i były w domu pączki. To zasługa moich facetów, którzy wybrali się spory kawałek drogi do polskiego sklepu i przywieźli pyszne słodkie, tłuściutkie pączusie. Zjadłam, zjadłam, no tego, zjadłam dwa. Tak, wiem nic się teoretycznie nie stało. Poczułam się jednak winna, że uległam pokusie, mimo że obiecałam sobie jeść zdecydowanie mniej słodyczy przez zimę. Ale one tak na mnie patrzyły z tego pudełka, jak to mówi pani Agnieszka z kabaretu Jurki.

Mantra, moja mantra mnie uratowała, ale od początku. Od paru dni mam swoje słowo, które powtarzając staje się moją mantrą. Zapragnęłam mieć swoją prywatną po rozmowie z bardzo ciekawą osobą, której mantra ratuje system nerwowy, średnio raz dziennie. Powiedziano mi, że : "powtarzanie jej ma pomóc w opanowaniu umysłu, uspokojeniu i oczyszczeniu go ze splamień". I to ma sens. Potrzebowałam wymyśleć swoją.
To miało być słowo, które daje mi uśmiech na twarzy, przypomina coś miłego, coś, co sprawia, że czuje się szczęśliwa.

I tak wymyśliłam sobie słowo Kuba. Miejsce na Ziemi, w którym czułam się jak w raju (chodzi mi o plaże). Jednak powtarzając Kuba, Kuba, Kuba, pojawiał mi się Kuba z Rozlewiska (Antek Królikowski). Nie, nie mam nic przeciwko temu aktorowi, ale nie o taki efekt mi chodziło. I wtedy wymyśliłam sobie te Karaiby. I to jest to!

Wracając do pączków. Splamiłam swoje dobre samopoczucie zjedzeniem dużej ilości słodyczy. Wtedy przypomniało mi się, że mantra, moja prywatna może mi pomóc strawić pączusie i uspokoić umysł. Po paru minutach powtarzania mojej mantry, nie tylko uśmiech mi się pojawił na twarzy ale też tak się dobrze poczułam, że zjadłam trzeciego pączka!



Fot : Marecka. Tłusty czwartek, pączki muszą być.

Fot : Marecka. Ciepło, kolorowo, egzotycznie, spokojnie.

Fot : Marecka. Kolory Karaibów.

Fot : Marecka. Raj na Ziemi? Dla mnie tam!




piątek, 26 stycznia 2018

Alfred Hałasa

Dlaczego chce pisać o znanym plakaciście Alfredzie Hałasie?
Ano dlatego, że go cenie i lubię. Jest specyficzny, jak każdy artysta, to nie jest akurat nic nowego. Jednak to, co mnie zainteresowało w nim to, że ma wyjątkowe wyczucie człowieka. I to jest jeden z wielu jego talentów.
Udało mi się umówić z nim dwoje młodych ludzi, którzy mieli problem z wyborem swojej drogi życiowej. Pomógł.
Znam osobiście jednego, obecnie już nie takiego młodego, i wiem, że wiele razy ustawił go na dobrym torze. Wiele razy słyszałam jak mówią na Alfreda jego studenci i absolwenci "nasz Alfred". Tak, profesor uniwersytecki Alfred Hałasa jest człowiekiem otwartym, zaganianym, do dyspozycji, pedagog z powołania, czyli poświęcony swojej misji ale ... No właśnie, ileż to czasu i energii poświęcił profesor sztuce!
Całe swoje życie Alfred hałasował kolorem i to tak znakomicie, że jego plakaty są rozpoznawalne na całym świecie wśród znawców tej dziedziny. Polska szkoła plakatu to On, mimo, że od ponad 40 lat mieszka i pracuje w Montrealu. Na wernisażu wystawy stałej plakatów, w polskiej bibliotece w Montrealu, mówił, że nigdy nie zapomniał o swojej alma mater, czyli ASP w Krakowie. Stała wystawa części jego plakatów ma tytuł "Espace Halasa". Ta przestrzeń Hałasy musiała powstać, przenieść się chociaż częściowo z uniwersytetu w kuluary polskiej biblioteki, żeby trwać. Profesor wybiera się na emeryturę, likwiduje, porządkuje swoje biuro - pracownie o niezapomnianym klimacie (tego się nie da odtworzyć).
Mam nadzieję, że studenci z "École de design UQAM" zapamiętają i częściowo zaadoptują taki styl pracy jak im pokazywał przez czterdzieści dwa lata nasz Alfred.




Fot : Marecka. Wojtek z Alfredem Hałasą.

Fot : Marecka. Wernisaż wystawy "Espace Halasa".

Fot : Marecka. Alfred Hałasa.

Fot : Marecka. Plakat promujący wystawę stałą w Bibliotece Polskiej im. Wandy Stachiewicz w Montrealu.

Fot : Marecka.

Fot : Marecka.

Fot : Marecka.

Fot : Marecka.